Dzięki, czyli pan tu jest od tego... Drukuj
Ocena użytkowników: / 1
SłabyŚwietny 
Wtorek, 27. Maj 2008 11:23

Próbowałem przypomnieć sobie, ile to razy na polskich lotniskach funkcjonariusz Straży Granicznej oddał mi moj paszport ze słowem 'dziękuję'. Od jakiegos czasu zwracam na to uwagę i od czasu gdy zacząłem tą uwagę zwracać, nie usłyszałem od wspomnianych funkcjonarioszy magicznego słowa ani razu. Stosunkowo częstym zjawiskiem jest za to bardzo wyszukany rzut paszportem na ladę okienka. Aby być uczciwym muszę przyznać, że w ciągu ostatnich lat byłem na polskich lotniskach przyjmowany i odprawiany dobre paręnaście razy - moglo mi raz i drugi magiczne słowo umknąć.

Nie dalej jak wczoraj byłem odprawiany na lotnisku w Katowicach, od pana w okienku w odpowiedzi na moje 'dzień dobry' i 'dziękuję' nie usłyszałem zupełnie nic, na pocieszenie nie spotkał mnie za to rzucik paszportem. Dobre i to. Nie zrażony podążyłem tropem małżonki, która już podchodziła do skanera bagaży. Kolejki nie było w ogole, zatem wybrałem skaner obok... Obslugiwała go młoda babka ze straży, żoną zajmował się jakis koleś. Podchodząc usłyszałem fragment wymiany zdań między żoną a kolesiem: małżonka wyraziła zdziwienie na żądanie zdjęcia zegarka i położenia go razem z innymi metalowymi przedmiotami w tacce do skanera. 'Zegarek, to jakaś nowość chyba?' 'Nie nowość :P' odburknął koleś.

Coś mi zaświtalo - teściowie odlatywali z tego lotniska w zeszłym roku zaraz po rozluźnieniu przepisów bezpieczeństwa... Kazali im gumy do żucia i TikTaki wywalić.

Ale nic to, podchodzę do pani ze straży i staram się nawiązać konwersację 'na wesoło'. Lipa, pani jest sztywna jak gdyby ją pijany żul przy barze zagadywał... Różne można o mnie rzeczy mowić, ale bez przesady :P Wiem co mam robić, wiec wyciągam laptopa, ściagam kurtkę. Już wcześniej do torby wrzuciłem telefon i portfel - trzeba ludziom pomagać. 'Zegarek i pasek proszę ściągnąć', 'Pasek to może' - mówię, faktycznie zapomniałem - 'ale zegarek to po co, on nie pika', 'Nie szkodzi, proszę ściągnąć'. Patrzę na panią, wrzucam zegarek bez słowa do miski. Na kilkunastu odwiedzonych przeze mnie lotniskach, na trzech różnych półkulach, nikt mi nigdy tego zegarka nie kazał ściagać. I nigdy nie zapikał przy przejściu przez bramke :P

'Ma pan coś jeszcze w kieszeniach?', 'No mam, pieniądze' - mówię i pakuję się przez bramkę. Paniusia zastawia mi drogę: 'Też proszę wyciągnąć', 'Po co? To są papierowe pieniadze, one nie pikają', 'Nie szkodzi, proszę wyciągnąć', 'Słucham? Nie, nie wyciągnę' - scenka rodzajowa zaczyna zwracać na siebie uwagę okolicznych kolesi ze Strazy, bo ja już zaczynam się wk**wiać, a to po mnie widać.

Jeszcze jedno 'proszę wyciągnąć' i 'nie, nie wyciągnę' i zostaje wyszczekane, tak jak kapral szczeka do kota, zdanie klucz:

'PAN TU JEST OD TEGO, ŻEBY WYKONYWAĆ POLECENIA' - koleś ze skanera obok, troche inaczej ubrany ale też ze Straży.

Jakby mi kto w mordę dał.

'Słucham? Co takiego?' - zamurowało mnie. 'Ja tu jestem od tego, żeby polecenia wykonywać?' - powtarzam bezmyślnie ze dwa razy. Paniusia każe mi zdjąć buty, ściągam bez gadania, wiadomo, że o to mnie mają prawo PROSIĆ. Przechodzę przez bramkę, bo paniusia już spasowała. Pieniądze, o cudzie, nie pikają. Od razu się rozkładam do macania, a jakże, przejmuje mnie dwóch kolesi, jeden mnie maca drugi coś do mnie gada o pokazywaniu pieniędzy, ja do siebie mamroczę jak mantrę zdanie klucz, z lekka przetykane powstrzymywanymi 'ku**amaciami'.

Odmawiam wyciągnięcia pieniędzy, koleś mnie zaprasza 'do kantorka'. Idę wracając przez bramkę, która wesoło pika bo mam ze sobą torbę z laptopem i wszystkimi bambetlami. W kantorku kolo mi tłumaczy, że paragraf, że Straż ma prawo, że oni są tu po to, żeby dbać o moje bezpieczeństwo, że pieniądze można przewozić do określonej kwoty... 'Ja to wszystko wiem' - wyciągam te paręset funtów i rozwijam przed nimi w wachlarzyk - 'to jest kwota nieporównywalna'. Nic wiecej nie mówię, zaczynam sie uspokajać ale dalej jestem 'zatkany'.

Wypuszczają mnie, przechodzę przez bramkę, wesołe pik, żona na mnie czeka, idziemy dalej.

Przez cały lot wkurzam sie na siebie, że mogłem tym matołom wygarnać, powiedzieć to i owo do słuchu. Ech, niepotrzebnie sie zdenerwowałem.

W Luton stajemy w kolejce do odprawy paszportowej, będę uważał co mi gościu powie. Trafił mi się Murzyn, fajnie. Podchodzę z otwartym paszportem, bo za mną kolejka, uśmiecham się i 'hello'. 'Hello' - odpowiada Murzyn i pakuje paszport do skanera. Piku pik, podaje mi paszport i bardzo wyraźnie mówi po polsku: 'Dzięki'.

Jakby mi kto w mordę dał, zamurowało mnie.

Na szczęście tylko na moment, roześmiewam się, 'dzięki' i idę dalej.


Morał tej nudnej historyjki: wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej :P

Zmieniony ( Wtorek, 27. Maj 2008 12:19 )