Dlaczego emigruję? Drukuj
Poniedziałek, 10. Lipiec 2006 22:09

Autor: Beata Ciepał, Londyn

Załóżmy, że Obywatel ma do załatwienia sprawę w urzędzie. Dzwoni więc i pyta: Mam do załatwienia sprawę X, jakie dokumenty mam przedstawić? Urzędnik odpowiada, że w celu załatwienia sprawy X, konieczne jest dołączenie dokumentów A, B i C. Tak się jednak składa, że rozmowie przysłuchuje się Siostra Obywatela, która załatwiala identyczną sprawę 2 tygodnie temu w innym mieście, gdzie kazano jej przedstawić dokumenty B, C i D. Obywatel jest trochę skołowany, bo w końcu Urzędnik Powiedział, ale co tam... na wszelki wypadek zagląda do Ustawy. Z Ustawy wynika, że potrzebne dokumenty to wyłącznie B i C. Obywatel jest jeszcze bardziej skonfudowany i dzwoni do Kolegi, ktory jest obeznany z tematem. Kolega twierdzi, że potrzebne dokumenty to B, C, D i E. 

Po dłuższym zastanowieniu Obywatel gromadzi dokumenty A, B, C, D i E i udaje się do Urzędu, gdzie dowiaduje się, że do dokumentu B trzeba załączyć znaczek skarbowy, do kupienia 5 ulic dalej. Obywatel wsiada w autobus, płaci 2zł za bilet, kupuje znaczek (miał szczęście, że stosowne okienko było otwarte!), znowu wsiada do autobusu, bilet za 2zł... i juz po 2 godzinach jest na miejscu, gdzie po odstaniu 3 godzin w kolejce okazuje się, że niestety ale czas urzędowania właśnie się skończył. Ale Polaka przecież nic nie załamie! Następnego dnia stawia sie pod Urzedem juz o 5 rano, zostaje przyjety i... słyszy to mrożące krew w żyłach pytanie, którego za wszelką cenę starał się uniknąć: - A gdzie zaświadczenie o zameldowaniu?

Obywatel wraca do domu ze spuszczoną głową... powoli... Jego sytuacja jest trudna - mieszka w wynajętym mieszkaniu, wlaściciel nie chce go zameldować, rodzice juz nie żyja, rodzeństwa nie ma... Ale nic to... Polak zaradny przecież! W koncu znajduje się jakaś litościwa dusza, która za drobną opłatą zgadza się na zameldowanie czasowe. Problem w tym, że Obywatel mieszka w Szczecinie, a Dobra Dusza w Krośnie. Nic to... zaledwie dwa tygodnie minęły (ustalanie z Dobrą Duszą a nestępnie z szefem terminu urlopu, podróż pociągiem tam i z powrotem) i już zameldowanie załatwione. Obywatel dumny i szczęśliwy stawia się ponownie w Urzędzie (5 rano!). Na miejscu dowiaduje się, że skoro jest zameldowany w Krośnie, to jedynie tam może załatwić swoją sprawę. Nie protestuje - gdzież by śmiał, jeszcze by się okazało, że sprawy w ogóle nie można załatwić! Bierze kolejny urlop, wsiada w pociąg i ponownie jedzie do Krosna. Urzad w Krośnie okazuje się być mniej przeciążony - zupełnie niepotrzebnie Obywatel czekał już od 5 rano, mógł równie dobrze się wyspać i przyjść o 10, kiedy to otwierają okienko.

No i w końcu ta piękna chwila... On, Urzędnik, Wszystkie Potrzebne Dokumenty.... uśmiechnięty Urzędnik oświadcza, że dokumenty A, B, D i E, jak również zaświadczenie o zameldowaniu są zupełnie niepotrzebne, konieczny jest natomiast (oprocz C) dokument F. Na całe szczęście dokument jest w domu - telefon do żony i już następnego dnia kurier dostarczył przesyłkę. Ufff.... Sprawa wreszcie załatwiona. Nasz bohater wraca do domu - niby szczęśliwy... ale jakoś tak nie bardzo.
Chce sobie kupić puszkę piwa na pocieszenie i długą podróż pociągiem.
'Drobne proszę' - słyszy... ma tylko 50zł.. potulnie rozmienia w sklepie obok. I już... siedzi wygodnie w przedziale. To nic, że konduktor się zdziwił - 'Cały bilet pan ma? To nie powiedzieli Panu w kasie, że do końca tygodnia mamy zniżkę?'

No nie powiedzieli.

***


Mineło trochę czasu. Minister poprosił urzędy o dane dotyczące spraw X. Analiza danych wykazała, że świadczenia dostają osoby, którym się one nie należa, że dokumentacja jest niepełna, że... Wniosek - Obywatele oszukuja i należy jakoś temu zapobiec. Wprowadzono poprawkę do ustawy i teraz trzeba będzie jeszcze przedstawić (do już koniecznych B i C) dokumenty G i H. Wysłano pismo do podleglych Urzędow. Pismo wyszło w sierpniu, okres urlopowy... cóż, nie wszyscy urzędnicy mieli okazję się z nim zapoznać i wziąć udział w specjalnym szkoleniu. W kolejnej poprawce do ustawy należy się spodziewać kolejnych załączników - pomyślmy - stałe zameldowanie i zaświadczenie o niekaralności?

***


To jest sytuacja standardowa. Nieustannie zmieniajce sie przepisy powoduja, ze wlasciwie nikt dokladnie nie wie, jakie one sa i urzednicy dziaja zgodnie z wlasnym widzimisie, czesto calkowicie wbrew prawu. Efekt? Chcby obywatel nie wiem, jak sie staral, nie ma szans zeby uniknac bycia w niezgodzie z prawem. Wiec de facto oszukuje. Wiec Urzednik ma racje podejrzewajac kazdego o zamiar oszukiwania. Poza tym jak sie kilka razy powyzszy proces przeszlo, to sie wie, ze przeciez juz ten pierwszy urzednik mogl sprawe zalatwic, moze wiec trzeba go bylo odpowiednio przekonac... wreczyc jakis prezent. Korupcja gotowa. Zreszta - skoro policjanci z drogowki omalze jawnie wymuszaja lapowki, to chyba ta korupcja nie jest taka znowu zla?

Tak wiec obywatel w Polsce wrecz z definicji jest oszustem. Nikt mu nie wierzy na slowo, w najdrobniejszej sprawie musi udowadniac (znaczek skarbowy + poswiadczenie przez notariusza), ze nie jest wielbladem. Wezmy taka sprawe - moca Ustawy wprowadzono przepis, ze Obywatel moze skorygowac blad, jaki popelnil na dokumencie. Powtarzam - moca ustawy, tak jakby nie bylo jasne, ze jak ktos sie pomyli, to moze swoj blad naprawic. Patrzcie Panstwo, jakie to panstwo laskawe! Zrobilo jeden jedyny wyjatek w jednej jedynej ustawie i uznalo, ze w tym konkretnym przypadku jest mozliwe, ze blad to nie proba wyludzenia a np. blad rachunkowy w rocznym zeznaniu. To juz jakis postep.

Jak mowia - ryba psuje sie od glowy. Urzedy podlegaja ministerstwom a ministrowie premierowi. Zwykly obywatel niczego nie zmieni. Chocbysmy wszyscy nagle stali sie aniolami, z urzednikami wlacznie, to i tak wszystko zostanie, jak bylo, dopoki urzednicy nie beda odpowiednio przeszkoleni i nie beda mieli jasno zdefiniowanych procesow. Gdzies w tyle glowy kazdy jest swiadomy, ze to nie siedzacy za biurkiem Y jest - jakby powiedziala moja babcia - nieuzyty, ale ze jest on jedynie trybikiem wielkiej machiny i ze silnik tej machiny siedzi za zupelnie innym biurkiem. To niejasne przeczucie gdzies z tylu glowy sprawia, ze malo kto uwaza rzad za swoj, panstwo za swoje itp. - obywatele nie identyfikuja sie ze swoim panswtem. Dominuje postawa - jak oni mnie, tak ja im. Skoro uwazaja mnie za oszusta - oszukuje. Skoro z trzech zapytanych urzednikow kazdy twierdzi co innego, to pewnie odpowiednio umotywowani uznaja moje argumenty - wyglada bowiem na to, ze zadne prawo w danej sprawie nie obowiazuje.

Do tego jeszcze dochodzi calkowity brak dbalosci o przestrzen publiczna (sztandarowy przyklad to drogi). Do tego jeszcze dochodzi korumpowanie obywateli przez policje. Mam tu na mysli policje drogowa wymuszajaca lapowki. I jezeli obywatel zadaje sobie - bardziej lub mniej swiadomie - pytanie: Co panstwo robi dla mnie za moje wlasne pieniadze? Odpowiedz nasuwa sie sama - nic. Albo - dezinformuje mnie, naraza na niepotrzebne wydatki, zada zupelnie niepotrzebnych rzeczy, oszukuje i traktuje mnie jak oszusta. Oszusta w panstwie bezprawia, walczacego o przezycie wszelkimi dostepnymi srodkami.

***

A wystarczy tak niewiele... Wracajac do historyjki powyżej: Obywatel dzwoni do urzędu, zapytać sie, jak zalatwić sprawę X. Urząd udziela informacji, malo tego - przysyła stosowną broszurkę do domu, do wyboru - w twoim języku, Brailem, na kasecie lub dużym drukiem. Przysyła też wszystkie konieczne formularze. Jeżeli wymagana jest opłata, informuje, że można załączyć czek lub numer karty kedytowej. W przysłanej broszurce jest czarno na białym jaki jest czas odpowiedzi (ustawowy, przeciętny i maksymalny) oraz sposoby ewentualnego odwołania się od decyzji, jak również adresy niezaleznych instytucji monitorujacych dzialanosc urzedu. Oczywiscie dokumentow nie trzeba skladac osobiscie (najczesciej w ogole nie ma takiej mozliwosci) - wszystko zalatwia sie korespondencyjnie. Przeslane zalaczniki sa - po rozpatrzeniu sprawy - odsylane. Efekt? Obywatel czuje, ze urzad swiadczy mu - przez jego wlasne podatki oplacana - wysokiej jakosci usluge. Obywatel czuje sie jak u siebie w domu, a nie jak Scigany.

***


Moim zdaniem dopoki cos sie w opisanej sferze publicznej nie zmieni, bedzie w Polsce zle. Wydaje sie, ze aby panstwo sprawnie dzialalo konieczne jest jakies minimum utozsamiania sie obywateli z panstwem. To nie wielka polityka, stosunek do UE, decyzje gospodarcze i stosunek do religii w szkole decyduja o naszych wyborach dokonywanych przy urnie lub o naszym decyzji niepodchodzenia do urny zbyt blisko. To raczej ta codzienna, niezupelnie swiadoma (bo dla wiekszosci to jedyna  rzeczywistosc, jaka znaja) dolegliwosc kontaktu z przedstawicielami panstwa powoduje, ze myslimy 'panstwo to Oni, nalezy ich zmienic, obecnie rzadzacych trzeba wsadzic do wiezien, wykryc uklady' itp. Gnebiony, na codzien upokarzany obywatel garnie sie do tych, ktorzy zapewniaja mu poczucie wspolnoty; ktorzy mowia ze potrafia zidentyfikowac tego niewidzialnego wroga; do tych, ktorzy daja nadzieje na odzyskanie godnosci.

Z tego co widze - zludna nadzieje. Bo przeciez tej nadziei nie daje zaden minister poprzez swoje konkretne dzialania, a Ci, ktorzy mowia 'my, biali Polacy, katolicy...' Taka nadzieja nie jest pozywka, ktora starczy na dlugo.

Molestowani przez panstwo, scigani przez panstwo, osieroceni przez swoich przedstawicieli, przygarnieci przez ideologow, uciekamy za granice. Niby za praca, ale jak juz wyjedziemy, to okazuje sie ze to nie praca i zarobki decyduja o pozostaniu.

Zmieniony ( Niedziela, 06. Styczeń 2008 13:17 )